Pan samochodzik

sikorakJak donosi „Wprost” obecny marszałek sejmu a wcześniej minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski pobrał z sejmowej kasy ok. 80 tys. złotych za używanie prywatnego samochodu do celów służbowych.

Nie od razu, cała sprawa dotyczy lat 2007 – 2014. W tym czasie, jako szef polskiej dyplomacji objęty był całodobową ochroną BOR i miał do dyspozycji samochód służbowy z kierowcą.

Dziennikarze „Wprost” doszukali się, że np. w 2011 roku pan marszałek, wtedy jeszcze jako minister, przejechał prywatnym samochodem w celach służbowych 32 tys. kilometrów. Wyliczyli, że aby tego dokonać Radosław Sikorski musiałby w każdy weekend przejeżdżać po ok. 600 kilometrów i ok. 300 kilometrów w święta.

I co w tym dziwnego? Jak musiał przejeżdżać…to przejeżdżał. Nie ma co zazdrościć, bo to istna harówa i nie każdego polityka stać na taki wysiłek. Nakręcił się chłop fajerą…i to wszystko dla dobra kraju, bo przecież wyjazdy były służbowe. Inni na weekend lub święta do domu a minister do roboty. Miał jednak dobre serce, bo kierowcy w te dni dawał wolne. Nie chciał też zapewne nadmiernie eksploatować służbowego auta.

Jak na razie nie wiadomo, czy były minister podróżował samochodem tylko po kraju, czy może były też i jakieś zagraniczne wypady. Filmowy „pan samochodzik” (kreowany przez śp. Stanisława Mikulskiego) miał samochód, który mógł jeździć po wodzie, a np. Fantomas czy James Bond mieli samochody, które potrafiły latać. Nikt nie był tym wstrząśnięty, ani zmieszany.

 

 

 

 

To też Ci się powinno spodobać...