Czy można ładnie (kapitalnie, czarująco, ślicznie, przecudnie, doskonale…) przegrać? Zależy co…lub w co. Na pewno nie w Lotto i nie w karty. Ale już na przykład w piłkę… i to nożną, okazuje się, że można. Przykład na to, dali nasi piłkarze w meczu barażowym ze Szwecją. Dawno nie grali tak wspaniale. I to na boisku przeciwnika. Czar prysł w 88 minucie spotkania. A przecież jak mawiał klasyk, prawdziwych mężczyzn (a takimi bez wątpienia są nasi piłkarze), poznaje się po tym, nie jak zaczynają, ale jak kończą. Cztery lata temu my byliśmy górą i Szwedzi na mundial nie pojechali. Mało kto, o tym wie i mało kto pamięta, że po raz ostatni udało nam się pokonać Szwedów na ich własnym terenie 96 lat temu, dokładnie 28 września 1930 roku. I to aż 0:3! Reprezentacja Szwecji była drugim w historii rywalem (po Węgrach), z którym Polacy zmierzyli się w meczu międzypaństwowym. I pierwszym, którego pokonali. Z tego co udało się ustalić, w polskiej drużynie nie zagrał wtedy ani Robert Lewandowski, ani Piotr Zieliński a trenerem nie był Jan Urban. Niestety nie udało się obecnie powtórzyć tego sukcesu.
Podobno zemsta jest słodka. Mamy ze Szwedami pewne zaszłości historyczne i to nie tylko sportowe. Trzej królowie Polski (Zygmunt III Waza, Władysław IV Waza oraz Jan II Kazimierz Waza) pochodzili ze szwedzkiej dynastii. Niestety Polak i Szwed to nie takie same bratanki, jak Polak i Węgier. Dlatego do Szwecji nikt z naszych rodaków nie ucieka. Nawet po przegranym meczu.
