„Małpka” to potoczna nazwa małych, popularnych, płaskich butelek z alkoholem, o pojemności 100 lub 200 ml. Codziennie sprzedaje się od 1,3 mln do 3 milionów sztuk. Ważnym elementem sprzedaży jest ich różnorodność smakowa. Dla każdego coś smacznego. Ciekawostką (chociaż nie dla wszystkich) jest fakt, że ok. 500 tysięcy trafia do rąk, czy raczej gardeł klientów, przed południem. Krótko mówiąc wielu pracowników, przychodzi lub przyjeżdża do pracy na mniejszej lub większej bani, bo nie każdemu wystarczy jedna małpka. Na żaden inny spożywczy artykuł nie ma chyba większego popytu. Może poza chlebem.
Jak informują media, rząd planuje drastyczną podwyżkę stawek akcyzy na ten alkohol, w opakowaniach do 300 ml, od stycznia przyszłego roku. Stawka ma wzrosnąć z obecnych 25 zł do 100 zł za każdy litr 100%. alkoholu. Cena klasycznej „małpki” (100 ml, 40%) podskoczy z 1 do 4 zł, co spowoduje wzrost ceny detalicznej butelki do ok.12 zł. Może z tego powodu, w ramach rekompensaty planowana jest podwyżka drugiego progu podatkowego?
Skąd się w ogóle wzięła ta nazwa? Pochodzi ona z początków XX wieku, z gwary warszawskiej, kiedy to te malutkie buteleczki, wówczas o pojemności 80 ml, zaczęto tak żartobliwie nazywać. Być może ma to związek z określeniem „małpiego rozumu”, czyli stanu upojenia alkoholowego, co często łączy się z nieprzewidywalnym zachowaniem po spożyciu.
W naszej narodowej konsumenckiej tradycji, nie ma jednak określenia pijany jak małpa, funkcjonuje natomiast powiedzenie…pijany jak świnia.
