Byle do siatki

Wszyscy piłkarscy kibice wiedzą, że Robert Lewandowski uwielbia strzelać bramki. Nie tylko na treningach. Strzelanie bramek nie jest zarezerwowane wyłącznie dla napastnika. Jak mówią słowa popularnej piosenki: „Strzelać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi jak, co komu wychodzi. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi”.

Tekst okazał się proroczy w przypadku meczu FC Barcelona ze Slavią Praga. Ceniony piłkarski trener Pep Guardiola powiedział kiedyś, że gdyby Robert Lewandowski wykorzystywał 10% okazji do strzelenia bramki, byłby najskuteczniejszym strzelcem w historii światowego futbolu. Widocznie Robert Lewandowski wziął sobie głęboko do serca słowa trenera, bo stara się strzelać z każdej pozycji, kiedy tylko bramka jest w zasięgu wzroku. I jak się okazuje, nie chodzi tylko o bramkę przeciwnika. Sytuacja jest sytuacją, a gol jest golem. Nawet gol do własnej bramki, chociaż dochodzą jeszcze do tego, w tym przepadku mieszane uczucia.

Właśnie w meczu ze Slavią Praga, nasz napastnik (a właściwie napastnik FC Barcelona) zagwarantował sobie uznanie i sympatię kibiców obu drużyn, ponieważ najpierw strzelił bramkę samobójczą, a potem kolejną przeciwnikowi. Najważniejsza jest skuteczność. Nie jest bowiem łatwo strzelić bramkę swojej drużynie, przynajmniej nie każdy to potrafi. Będzie za to co wspominać na piłkarskiej emeryturze. Ciekawe, kto i ile płaci za samobója?

To też Ci się powinno spodobać...